O, jakże do tego przywyknę,
O, jakże z tym się oswoję,
Jak cię ogarnę przeniknę,
Umiłowanie moje.
Jakie ci zerwę liście,
Jakim osypię pąkowiem,
Co ci, jedyna, na przyjście
Twoje najdroższe opowiem.
Jak ci się oddam cały,
Co z siebie całego powierzę,
W mym szczęściu, w mym lęku nieśmiały,
Dawno do ciebie należę.
I tylko przywyknąć nie umiem
I tylko jeszcze się boję,
Jak cię ogarnę, zrozumiem,
Umiłowanie moje.
Za czym ja krążę?
Za księżycem.
Czym on mnie wabi?
Drohobyczem.
Zachodzi chmurą,
Znów się zjawia.
Skąd taka łuna?
Z Borysławia.
Którędy nosi
Mnie wieczorem?
Spójrz ponad Stryjem
I Samborem.
Po co ta całą
Wasza zmowa.
Co z niej mi przyjdzie?
List ze Lwowa.
A ten, co dmie tu
Wiew skrzydlaty?
To młodość, miłość
I Karpaty.
Widzę, poznaję
Tamte strony
Kto mnie tam woła?
Ktoś zgubiony.
Po co mnie wzywa
Tak niewcześnie?
Byś wrócił tam, gdzie
Błądzisz we śnie
A poza snem tym
Co się chowa
Ach, ziemia, ziemia
Księżycowa.